Tagi: obserwacje, sklepy
| Komentarze (12)
Małe sklepy. Takie lokalne, niczym nie wyróżniające się z tłumu, ale za to mające (zazwyczaj) dobrą opinię wśród obywateli, a także sprzedawców, z którymi widuje się człowiek nader często. I pomimo natłoku supermarketów i innych, wielkich molochów ze wszystkim, co da się sprzedać, nadal się utrzymują, a często też – są całym życiem dla właścicieli i jedynym źródłem utrzymania. Jednak to wszystko nie zwalnia ich z obowiązku podążania za aktualnymi trendami…
Nie jestem zakupoholikiem. Nie odwiedzam codziennie sklepów, bo często zdarzają się dni, kiedy w ogóle w nich nie bywam, bo nie mam takiej potrzeby / okazji. Kiedy jednak już dane mi będzie odwiedzić konkretny sklep – i piszę w miejscu tym głównie o małych sklepach specjalistycznych, często jestem rozczarowywany.
Czym? Tym, jak te sklepy wyglądają, jak się dba w nich o klienta i jakie sprawiają wrażenie na konsumencie. Mieszkam w miejscowości zamieszkiwanej przez około 20 tysięczną społeczność. Istnieje tutaj sporo sklepów, które nie mają szans z wielkimi gigantami. Pomimo tego, dają sobie radę, generując jako taki zysk, ale to, co mnie uderza to efekt czasowstrzymywacza.
Komunizm mamy za sobą!
Stare budynki, stare sprzęty. Odpadający tynk ze ścian, dużo towarów chaotycznie ułożonych, rozpakowane produkty na półkach. Ja rozumiem, że jest to pewna forma wystawki, ale wyjmowanie artykułu, który stoi przez rok i się kurzy, poddawanie go ciągłym zmianom temperatur, wieczne czyszczenie (a karton to się już pewnie rozpada) – hej, coś tu jest nie tak. Do tego dochodzi archaiczny wystrój wnętrza – cóż, w takim wypadku niestety kupowanie przedmiotu nie sprawia przyjemności. Rozumiem, że nie jest to najważniejsze i nikt nie zmusza mnie do zakupu, ale to są obserwacje. Obserwacje przeciętnego kupującego. W końcu kupując coś chcemy w jakiś sposób siebie uszczęśliwić, prawda?
Kosmiczne ceny
Pomijam już aspekt dostępności produktów bądź nowości, bo na tym polu jest szczególnie źle, choć… gorzej być może i tak jest w przypadku cen. W kilku szopach rtv porównałem ceny telewizorów w stosunku do średnich w internecie. Tak jak się spodziewałem, były kosmiczne. Nie ma zdziwienia, gdy różnica cenowa na sprzęcie wartym ponad 2000 zł wynosi 100-200 zł. Kiedy jednak coś kosztuje ponad 500 zł drożej (a bywało, że i 1000 zł!), to brak mi słów.
Przyjedzie Ci taki typowy Kowalski z podmiejskiej wioski kupić “telewizor ha-de” i nawet nie będzie świadom, jak wiele przepłacił. Tak, to on podejmuje decyzje, ale nie uważacie, że robienie kogoś w bambuko na taką skalę jest lekkim przegięciem? Przykre i niepokojące. Miałem też opisać sytuację, w której oferowano mi w drogerii podróbę Hugo Bossa, lecz chyba sobie odpuszczę…
Może nie aż tak źle?
Ale żeby nie było, że Adaś to tylko narzekać potrafi, pora na trochę pozytywów, bo to one były głównym przejawem do napisania tego tekstu. Dzisiaj po szkole odwiedziłem niedawno powstały sklep Rossmann, oferujący perfumy i inne cuda na kiju (tak, psia karma także). Robienie zakupów w tym miejscu to była dla mnie czysta przyjemność. Wszystko ładnie poukładane, wnętrze bogato wystrojone, miła obsługa – czego chcieć więcej? Również na pochwałę zasługują niektóre sklepy oferujące odzież, bo one także wypadają w miarę przyzwoicie.
Wiem, że część z Was mieszka w większych miastach – a tam, z tego co dane mi było poznać z legend wszelakich, istnieją sklepy związane z konkretną branżą, w których panuje magiczna atmosfera, magiczny wystrój i równie magiczne ceny. Jeśli macie jakieś ciekawe spostrzeżenia, koniecznie się nimi podzielcie.
A jakie jest Wasze zdanie na temat małych sklepów?
Komentarze do wpisu: 12 / ... może warto dodać swój?
Wyjaśnię, bo dziwnie brzmi: “wszystko po pięć złotych” polega na tym, że jest tam wszystko(to nie ciuchland, hehe). Kubki, jedzenie, jak i pamiątki, gry, książki, czasopisma, muzyka, absolutnie wszystko – w cenie 5zł. ![]()
“Przekąska” polega na tym, że dopóki nie wypijesz kielicha gorzały i nie zjesz małego śledzia, nie kupisz tam nic. Tam nie chodzi o to, żeby zarabiać – to jakiś lokal promocyjny dla jakieś firmy, nie pamiętam.
Masz rację – w przypadku sprzedaży w małych sklepach jest trudniej o wynegocjowanie od dostawców korzystnych cen. Przecież bardziej opłaca się im dać lepszą cenę dla odbiorcy, który zamówi dany towar w ilości kilku tysięcy sztuk. Jeśli chodzi o Colę – to nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie w lokalnych “szopach” jest ultra droga ![]()
Tak tak, w końcu naszła mnie wena i powstał wpis. A jutro chyba piszę kolejny, ale będzie opublikowany w weekend.
Hmm… ja tam lubię małe sklepy.
Zacznijmy od wyglądu- nie chodzę do małego sklepu – spożywczaka. Jeśli już idę, to jest to jakaś specjalizacja – mała księgarnia, sklep muzyczny/ inne. Archaiczny wygląd? Bardzo dobrze. W takich zakątkach odrobina kurzu, drewna, stali i artystyczne zagracenie dodają klimatu. Beznadziejnie kupuje się książki w stylu nowoczesnym. W Empikach idziesz, kupujesz, wychodzisz, wszystko maszynowe… nie, to nie to.
Małe sklepy mają swój urok. Ale także, jeśli trafisz dobrze (z reguły trafiam) możesz nawiązać nić porozumienia ze sprzedawcą, porozmawiać, powymieniać się opiniami… to wszystko jest naprawdę wspaniałe.
Nie kwestionuję, że zdarzają się sklepy, gdzie sytuacja ma się źle, ale nie demonizujmy.
Ceny. Telewizory… aha, mówisz – sprzęty. No dobra, nie wiem, na tym się nie znam. Kupuję elektronikę rzadko, a wtedy najpierw długo chodzę po różnych sklepach właśnie… Natomiast w małych sklepach, takich, jak opisywałem fajną ich cechą jest to, że możesz się targować. A weź tu tego spróbuj w kasie w hipermarkecie ;p
Ano, właśnie, magia. Mieszkam w Krk, a tu jest jej dużo… przykładowo, jest taki sklep właśnie, anglojęzyczna księgarnia, gdzie nie tylko można przyjść i kupić, ale poczytać, usiąść na kanapie, wśród pachnących książkami regałów, wypić EarlGreya/kawę/inną herbatę…porozmawiać. I jest wiele miejsc równie magicznych, choć jednak trochę innych. Małe sklepiki naprawdę SĄ wspaniałe.
Zresztą… podam Ci link do Virtualnej podróży po sklepie ^^
To jest właśnie to. I dlatego jest to moje sacrum, moja świątynia, tam chodzę prawie co tydzień.
http://massolit.com/viritual_tour/index.html
Cedrik – to fantastyczne miejsce! Jeśli kiedyś odwiedzę Kraków (a chciałbym, i to bardzo), to z pewnością udam się do tej księgarni. Tak jak pisałem w ostatnim akapicie – są takie perełki, zwłaszcza w dużych miastach, bo tam raczej jest większa szansa na trafienie do tej konkretnej grupy.
Co do archaicznego wyglądu – troszkę nie do końca trafnie to określiłem, bo wiadomo, że np. w sklepie z antykami taki wygląd musi być, bo antyk + nowoczesność mogłoby wyglądać dość dziwnie. Co do Empiku – tutaj mam odwrotne zdanie, bo z wyglądu i atmosfery w nim jestem zadowolony
Targowanie w dużych sklepach? A tu Cie zaskoczę, bo w takim RTV Euro AGD dało się wynegocjować gratisowy transport, a tak kosztowałby 150 zł. Co prawda kwota zakupu była spora, ale jak widać – wszystko jest możliwe
Jeśli chodzi o spożywczaki to największy problem nie stanowi wystrój sklepu czy sprzedawcy tylko klienci, akurat jest tak u mnie. Wchodzę do sklepu po śmietanie, idę do kasy i czekam z 3 minuty aż jakaś baba się zdecyduje co wziąć jeszcze- krew mnie zalewa. Przecież jeśli idziemy do takiego sklepu to jesteśmy zdecydowani co kupić.
Ostatnio byłem kupić buty(kupowałem je już przez tydzień) w sklepie Wojas(Pogoria- centrum handlowe w Dąbrowie Górniczej), wystawa pierwsza klasa- wiadomo co gdzie szukać, sprzedawca służy poradą. Więcej chciałbym widzieć takich sklepów które w taki sposób podchodzą do klienta.
Zanim kupię grę to sprawdzę oferty w różnych sklepach. Książek niestety nie kupuje bo mnie nie stać na nie, ale mam znajomego co ma dość dużo książek, więc nie jest aż tak źle.
Warto przyjechać do Krakowa, bardzo ładne miasto. Szkoda tylko, że rzadko te miasto odwiedzam mimo, że mam dość blisko.
1. Wstęp napisałeś tak jakby ludzie prowadzący sklepy wiązali koniec z końcem. Ba jak by nie starczało ich właścicielom do 10-tego. Musisz wiedzieć iż aby założyć sklep potrzebowali dużej ilości kasy czyli kapitału. Jeśli by im nie starczało, zawsze mogą spuścić z ceny i trochę kapitału odzyskać. Myślę, że prosperująca dobrze własna działalność gospodarcza jest lepszym “jedynym źródłem utrzymania” z “jako taki zysk” niż jakakolwiek niepewna praca na etacie. A nóż widelec, żona szefowi nie da, ty krzywo się na niego spojrzysz bo się nie wyśpisz i cie zwolni pod byle pretekstem jaki znajdzie w ciągu miesiąca. Ogólnie za granicą np. w Irlandii małe sklepiki są lepsze niż duże sieci handlowe. Zupełna odwrotność rzeczywistości zakupowej.
2. Oczywista oczywistość – przesadzasz. Załęże się, że gdybyś wpadł do sklepu konsolowego i zobaczył pełno zakurzonych gier w foliach i zero platyn do tego ceny konkurencyjne to byś głowę stracił.
3. Odkładaj 10-15lat po 1000zł a następnie otwórz sklep RTV, wybierając tańszy lokal, płać zus i us, prąd, a następnie przeczytaj sobie to co napisałeś o kosmicznych cenach. Wszędzie na tobie zarabiają, czy to w Internetowym sklepie czy w Media Markcie na operacjach finansowych a nawet w sieci Biedro. A normalnością jest, że klient woli taniej kupić nie przejmując się źródłem towaru czy nawet jego jakością, ba niektórzy kupują rzeczy używane! byle zaoszczędzić. Klienta nie obchodzi skąd ktoś ma towar i ile na nim zarabia, czy jest kradziony czy kupiony w Niemczech lub Chinach przez sieć lub sklepikarza. Myślisz, że zaoszczędziłeś ale nawet nie wiesz jak daleko jesteś od prawdy którą zna tylko właściciel lub sprzedawca. Pomyśl zamówił byś z USA i zaoszczędził jeszcze więcej! Swoją drogą zakup TV musiał byś nie lada przeżyciem…
Przy okazji przyszedł mi na myśl tekst. Spotyka się dwóch przyjaciół, i jeden wyraźnie jest zmęczony. No to jego kolega pyta, co robiłeś, żeś taki zmachany. A on na to, “zaoszczędziłem 2zł!” możemy iść na piwo. Przyjaciel pyta na czym? A on na to: Biegłem za autobusem zamiast do niego wsiąść. Na to przyjaciel. Ty idioto gdybyś biegł za taksówką zaoszczędził byś 30zł i poszli byśmy na pizze!
4.Ja za to nienawidzę Rossmana. Może mam ciężką schizofrenię ale tam, zawsze się na mnie patrzy ochroniarz. Do tego pełno tam lajfów kupuje śmierdzidła. U mnie są takie trzy Rossmany i raczej ich unikam, choć jedzenie dla psa czasami mają w normalnej cenie.
Uważam, iż małe sklepy są lepsze do małych zakupów. Jeśli wolisz stać w kolejce 20minut do kasy by kupić sobie piwo, fajki lub nawet coca-colę to twoja sprawa. No ale może zaoszczędzisz. Pamiętaj tylko jednak, że jeśli kupisz coś więcej niż potrzebujesz bo będzie promocja lub nie odłożysz różnicy na konto oszczędnościowe, to tak naprawdę będzie to strata. Poza tym za granicą jak pisałem lepsze są małe sklepiki niż sieć handlowa. Dziwne ale tak jest. Taki gamestop, sklep rtv czy sony centre to bajka. A w hipermarkecie jedyne co się chciało to szybko wyjść z stamtąd. Do tego nie był bym taki podniecony na twoim miejscu sieci handlowymi np. w takim MM myli PS3 FAT 60GB ścierką od garów z płynem do szyb. Nie mówiąc już o tym jak byłem kupić kiedyś TV 29″ Sony CRT i targowanie nic nie dało, dwa targowałem się tylko dlatego, iż TV były z wystawy i strasznie zakurzone (czasami zdarzają się o zgrozo porysowane, lub myte ze smugami) a nowych w boxach nie było. Myślę więc, że nie liczy się cena czy sklep a satysfakcja z zakupu. Taki TV czy inny sprzęt elektroniczny lepiej moim zdaniem kupić z boxa niż wystawy nawet przepłacając w odniesieniu do czegoś tam gdzieś. Ale to może tylko moja zasada. I nie ważne imo czy to będzie eBay z USA, euro AGD, MM, Empik czy Zenon z forum hdtv. Jakość towaru z plastiku a nie usługi przede wszystkim. Z jedzeniem w np. Mc czy kawiarni już bym polemizował. Ale nie chodzę prawie wcale do takowych więc mi wszystko jedno. Raz byłem w restauracji i jakość usługi przewyższała jakość najedzenia się. Ale kto chodzi do restauracji się najeść. PS. W MM dostawa jedynie 30zł. Zresztą w ceny są wliczone takie marże, że i tak za wszystko zapłaci klient.
Najbardziej za to nienawidzę kiosków ruchu. Brudne, staromodne, siedzi tam jakiś koleś który ma fajki drożej niż w monopolowym, chusteczki do nosa po 50grszy, zapałki po 20-30 groszy a marsa za 1,70zł, kawa 1 saszetka 1,2zł, apap 2szt 2zł itd. Zbija kokosy na zaoszczędzonym czasie ludzi. Spróbował by na Allegro zarobić te kilka złoty…
@marcinpsx3
1) To co się słyszy / czyta to jedno, a to czego sami jesteśmy uczestnikami / świadkami, to drugie ![]()
2) Oj, to nie zakładaj. Owszem, cena byłaby tutaj dla mnie znacząca, ale sam proces zakupu, gdybym trafił na niezbyt miłego sprzedawcę na pewno nie byłby przyjemnością, a raczej rutynową czynnością.
3) Ale to są obserwacje. Jak napisałem w tekście – obserwacje przeciętnego konsumenta. Jeśli ktoś ma jakiś sklep, to chyba powinien dążyć do tego, żeby trzymał przyzwoity poziom i przyciągał potencjalnych kupujących.
Co do samego oszczędzenia – ja jako konsument kupując towar w sklepie, gdzie jest tańszy, zaoszczędziłem. Guzik obchodzi mnie za ile ktoś to kupił – grunt, że ja zapłaciłem za niego korzystną sumę.
4) O rety, znowu z tym ochroniarzem. To jest jego zadanie, za to mu płacą
Aha, jeśli chodzi o produkty spożywcze, bo tego zapomniałem napisać w tekście – nie miałem na myśli sklepów spożywczych, bo te cechują się zupełnie innymi normami.
Dostawa za 30 zł na jakim terenie? Do mnie mieli ponad 50 km, w dodatku inne województwo.
Adamie,
Boże kochany, piszesz jakbyś komunę znał
. Ale nie mylisz się zbytnio. Ogólnie jakość i wiedza obsługi klienta w MediaMarkt czy innych tego typu jest równa zeru. Przekonałem się sam, gdy kupowaliśmy lodówę. Z resztą, co ja Ci będę mówił. Przynajmniej w Polsce są małe biznesy. W Stanach już dawno wymarły. Nawet restauracje mom & pops są wypierane przez potentatów hamburgerów. Temat woda…
Odniesienie do komuny występuje tylko w postaci nagłówka, więc wiesz
Jeżeli chodzi o aspekt wiedzy sprzedawcy na temat produktów, to niestety temat rzeka. Co tu dużo pisać – znajomość zwłaszcza elektroniki jest zazwyczaj znikoma i sprowadza się do podstawowych danych, które są na etykietach. OK, nie muszą znać wszystkiego (tyle tego jest na rynku, że musieliby dnie i noce spędzać przy skanowaniu stron), ale powinni umieć wyjaśnić chociażby podstawowe zastosowane technologie.










Detal a hurt to co innego. Taki miejscowy sprzedawca musi nałożyć ogromną marżę, bo inaczej cały biznes wydaje mu się nieopłacalny. A co mu z tego, że robi klienta w bambuko, skoro ma na tym niemały zysk?
Nie ma co się dziwić. Ty się znasz, ja się znam, nie przepłacimy. No ale zwykły, szary obywatel, to co innego – o może nie mieć o tym pojęcia, a pójdzie tam, gdzie mu wygodnie – i zapłaci tyle, na ile go stać.
A co do samych, małych sklepów – spożywczaki! O tak. Głównie z czymś takim mi się kojarzą. Jeżeli jadę po sprzęt/gry/cokolwiek wartego +50zł za sztukę, to ogólnie wbijam do jakiś center handlowych. A po puszkę coli nie lecę do supermarketu, to oczywiste. Ostatnio jednak, gdy byłem nad morzem, widziałem mnóstwo nastrojowych sklepików – ‘wszystko po pięć złotych’, ‘przekąskę’. One miały nastrój, magię, było cool.
Aha, no i na koniec: nareszcie dałeś wpis!